Moi kochani czytelnicy :D

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 10.

                                          Rozdział 10. 


Policzki płonęły mi z nieznanej przyczyny. Może dlatego, że wciąż czułam to podniecenie, gdy całowałam klatkę piersiową Simona, a może dlatego, że zostaliśmy przyłapani, gdy rozpinałam mu rozporek? Nie wiem. Czułam się upokorzona. Ale nie żałowałam tego co zrobiłam. Byłam z tego szczęśliwa. Nawet gdybym wiedziała, że zostaniemy przyłapani na okazywaniu sobie czegoś więcej niż zwykła sympatia przez Anioła i mojego "chłopaka" zrobiłabym to. Mogłabym posunąć się jeszcze dalej. Mogłabym pozwolić mu stopić się ze mną w jedno ciało. 
Kocham Simona a on mnie. I tylko to się liczy. 
Jechałam z Eric'em do domu. Nie odzywał się do mnie ani słowem. Zraniłam go. Chyba. Nie byliśmy razem, więc jak mogłam go zranić tym, że prawię się przespałam z Simonem? Nie rozumiem tego. Nie rozumiem ludzi. Są dziwni. Niby udają, że wszystko jest okej, ale nie jest. Więc po co udają? Nie łatwiej, by im była jakby to z siebie wyrzucili? Chciała, żeby Eric zaczął na mnie krzyczeć, robić mi wyrzuty. Może by mu ulżyło. Bo mi nie jest przykro. Dla mnie może się do mnie nie odzywać przez parę wcieleń. Mam to gdzieś. Chodzi mi o to, żeby mu było lżej w moim towarzystwie. Wciąż go lubię. Lubię jak się uśmiecha, patrzy na mnie... Całuje. Ale mam Simona. Może go zastąpić w każdej z tych rzeczy. O matko, myślę jak pustak!! Co to ma być? Co jest ze mną nie tak? 
-Eric, powiedz coś-poprosiłam z nadzieją w głosie. 
-Co mam niby powiedzieć do cholery?-wkurzył się.-Widziałem cię leżącą na O'Conorze! Co mam powiedzieć? Świetnie wyglądasz bez stanika i leżąc na nim? Skłamałbym. Ale...-głos coraz bardziej mu drżał. Otarł rękawem łzę spływającą po policzku.-Zawsze myślałem, że ty i on jesteście tylko przyjaciółmi, miałem taką nadzieję. Ale widzę, że się myliłem. I to bardzo. Przyjaciele na sobie nie leżą. 
-Eric, to nie tak... A z resztą! Co się będę przed tobą tłumaczyć? Sam powinieneś zrozumieć co się między mną a Simonem stało. Nie jesteś małym chłopcem. Nie muszę ci tego tłumaczyć. Wiesz co to jest seks i na stówę masz wprawę w praktyce, więc nie rób z siebie większego idioty niż jesteś!-wkurzyłam się. 
-Co ma do tego moje doświadczenie w tym? Gadamy o tobie, a nie! Rozczarowałaś mnie i tyle. Mam gdzieś te twoje widzi-mi-się. Zraniłaś mnie. Byliśmy razem, a ty przelizałaś się z nim i o mal nie wsadził ci tego co ma w spodniach. 
-Och, nie rób tak-uprzedziłam go, gdy wywrócił oczami. 
-Czego?-warknął.
-Tego-i wywróciłam oczami.-Nie jesteś zbuntowaną nastolatką!
-Ah, tego-prychnął.-Okej, nie będę, jak ty przestaniesz dawać tego i owego na prawo i lewo co jest zapewne nie możliwe. 
Wkurzyłam się. 
-Zwolnij, chcę wysiąść. 
-Z wielką chęcią. 
Zrobił to. Zjechał na pobocze i dał mi wysiąść. Cała aż drżałam. Nogi miałam jak z waty. O mal się nie wywróciła, gdy trzasnęłam drzwiami. Eric posłał mi spojrzenie, które by mogło zabić. 
-Spadaj-warknęłam odwracając się na pięcie. 
-Okej!-krzyknął za mną. Pokazałam mu środkowy palec.
-I krzyżyk na drogę! 
                                               

                                                           ***


Upadłam na sofę wykończona dzisiejszym dniem. Cała aż drżałam z emocji, które mnie ogarnęły. Gniew. Furia. Chęć zamordowania Erica.
Podniecenie. 
Simon. 
Zamknęłam oczy chcąc zatracić się w wspomnieniu o nim. Widziałam znów jego oczy pełne żądzy i miłości. Gdy jego język łaskotał moją skórę na szyi. Jego palce zaciskające się na moich piersiach w akcie miłości. Jego westchnienie, gdy rękę wsunęłam mu pod dżinsy. To wszystko wydawało się takie odległe, a wydarzyło się zaledwie pół godziny temu....
Ale co teraz mam zrobić? Mam go zabić a on o tym nie wie. Co teraz? Musi zginąć w przeciągu tygodnia. Ale jak tego dokonać?
Musi zginąć.
Ale nie z mojej ręki.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.



środa, 9 października 2013

Rozdział 9.

                                             Rozdział 9.

Myślałam, że najgorszym uczuciem jakie mogę sobie wyobrazić jest to upokorzenie, które czułam, gdy był Anielski Sąd. Nawet nie wiedziałam, że tak mogę się pomylić. Patrzenie jak Simon cierpi jest o wiele gorsze. I te jego spojrzenie z... nieufnością. To było gorsze nawet od bólu, który czułam, kiedy wyrywali mi skrzydła. Zniszczyłam jego całe życie. Uświadomiłam go kim naprawdę jest. I widzę, że sobie wszystko przypomina krok po kroku.
Opadł na poduszki. Widziałam jak jego twarz robi się zmęczona i zamyka oczy. To był jak policzek. Wolałam patrzeć na niego, ale on się ode mnie odgrodził na dobre. Nawet myślami. Nie mogłam nic wyczytać. Odgrodził się nawet myślami. Wszystkim. Zostało tylko jego ciało.
-Nie wierzę...-wychrypiał.
-Wiem i rozumiem. To nie jest możliwe byś uwierzył w to od razu..
-Nie o to mi chodzi-powiedział siadając na łóżku.-Nie wierzę, że dopiero teraz mi to mówisz, Melodie. Ufałem ci, wierzyłem w każde twoje słowo, a ty dopiero teraz mi to mówisz. Dlaczego? Mogłem wiedzieć wcześniej! Nie wierzyłaś mi? Nie miałaś pewności? -wstał i podszedł do mnie. Dotknął mojej twarzy. Czułam, że całe ciało mi drętwieje. Czuję tylko mocno uderzające serce i urywane oddech w płucach. -Dlaczego?
Dlaczego?
-Bałam się...-wyszeptałam nie odrywając oczu od zielonych tęczówek Simona.
-Czego?
-Jak zareagujesz...
Pochylił się tak, że prawię mnie dotykał wargami. Chciałam zrobić krok do przodu, by poczuć ich smak, miękkość... Ale się powstrzymałam. Ugryzłam się w nią, by trochę się opamiętać.
-Uwierzyłbym ci. Wierze w każde twoje słowo. We wszystko-wyszeptał jakby składał mi obietnice.-Nie rozumiesz tego? Nie zauważyłaś?
-Czego?
-Tego co do ciebie czuję.
I zbliżył się do mnie na tyle, by nasze wargi się połączyły. To mi wystarczyło, by uwierzyć w to co powiedział. Ten gest...
Przytuliłam się do niego i mocniej przywarłam do jego warg z mocno bijącym sercem, które uderzało o żebra prawię je łamiąc. Były takie miękkie, takie słodkie, spragnione... Moje. Pieściły moje wargi jakby pragnąc żebym poczuła swój smak. Z przyjemnością poddałam się tej pieszczocie pozwalając zrobić Simonowi ze mną co tylko będzie chciał.
Jego dłonie powędrowały ku końcowi koszulki i zagłębił tam rękę. Zadrżałam, gdy dotknął mojej piersi a kciukiem zaczął zataczać malutkie kółka. Westchnęłam wyginając się w łuk. Drugą dłonią wziął mnie za pośladek lekko unosząc, nie przerywając pieszczot szyi, pozwalając żebym oplotła o jego biodra nogi. Zrobiłam to. Podtrzymywał mnie pieszcząc palcami plecy. Przywarłam do jego warg ponownie kompletnie zapominając o bożym świecie. Byliśmy tylko my.
Tworzyliśmy jedność.
Położył mnie delikatnie lecz stanowczo na łóżku i odsunął się ode mnie. Zrobiło mi się smutno, ale mi to wynagrodził. Zdjął koszulkę. Poruszył delikatnie ramionami, tak jakby miał skrzydła i chciał polecieć. Nachylił się, by znów mnie pocałować, ale nie pozwoliłam na to. Chciałam poznać jego klatkę piersiową. Cała. Więc zwinnym ruchem zrobiłam manewr, który pozwolił mi znaleźć się na górze. Usiadłam na nim okrakiem i poczułam na udzie to co miał w spodniach.
-Jesteś śliczna-wysapał dotykając moich ud.
-Zdjąć je?-zapytałam łapiąc na koniec koszulki.
-Im mniej ubrań tym lepiej.
Zrobiłam to.
Pochyliłam się i zaczęłam całować jego klatkę piersiową. Przejeżdżałam językiem wszędzie gdzie się da. Czułam jak się napina i jak cichutko jęczy, gdy się zbliżam tam gdzie wiem, że dotyk sprawi mu najwięcej przyjemności. Dlatego je omijałam. Smakował jak coś baaardzo słodkiego i pięknego. Czułam pod językiem jego napięte mięśnie. Wygiął plecy w łuk z jękiem. Dłonie położył mi na plecach i poczułam, jak manewruje przy staniku, który spadł na jego piersi. Zrzuciłam go na ziemię i nie przestawałam go pieścić.
-O Boże-jęczał.
-Ja nie Boże-wychrypiałam między liźnięciami.-Jestem Wagabunda.
-Waga-bunda-wyjęczał, gdy zaczęłam rozpinać mu spodnie.
Chciałam tego. On również. Chcieliśmy stać się jednością. Archanioł i Upadła. Chcieliśmy się kochać. Na Ziemi Przeklętych. Po co? Nie wiem. Ale wiem, że się pociągamy najbardziej na świecie. Wszystko w nim mnie pociąga. Wszytko. Nawet ten pieprzyk tusz nad wargą...
-C-co się tu dzieje do cholery?!
Spojrzeliśmy w stronę drzwi wystraszeni. Zrobiło mi się słabo.
Jak to musi wyglądać...
Ja siedzę okrakiem na Simonie bez koszulki, bez stanika, ale jego dłonie zasłaniają wszystko co najważniejsze. On w pół zdjętych spodniach również nagi od pasa w górę. Wspaniale. A najgorsze jest to, że w progu stoi on i ona.
Eric i Maia.
Eksra...
Mamy przesrane...



sobota, 5 października 2013

Rozdział 8.

                                         Rozdział 8.


Myśli. Napięcie, które może zostać rozładowane tylko w jeden sposób. Chęć poczucia bliskości innej osoby, która tańczy lub z kimś rozmawia. Poczucie czegoś czego nie powinno się czuć w normalny sposób. Szybkie bicie serca. Szybkie ruchy bioder. Dźwięk uderzających o siebie ciał. Szybkie oddechy. Niespokojne ulatniające się myśli. Krzyk zamierający w gardle. Ciche westchnienia. Prąd przechodzący po całym ciele....
Zacisnęłam pięści i szłam dalej ignorując wszystkich w okół. Nie chciałam słuchać tego co właśnie słyszałam. Była za bolesne. Za osobiste. Chciałam to sama przeżyć a nie z tą osobą, która była w tym domu z kimś innym niż... Niż Danielem. Trudno o nim myśleć jak o kimś lepszym od siebie. Zawsze był miły, traktował wszystkich na równi. Ale teraz, teraz nie mogłam myśleć o nim jak o takim. Muszę to zrobić. Muszę. Inaczej będę musiała zrobić coś czego nie chcę.
Zabić.
Dwoma susami pokonałam schody co okazało się dziwnie łatwym zadaniem zważając na to, że miałam na sobie opinające uda dzwony. Poprawiłam je i poszłam do pokoju Simona. Czułam jego myśli. Trudno to wyjaśnić, ale wiedziałam, że tam jest. Po prostu wiedziałam. Jakiś głosik w mojej głowię mnie o tym poinformował. Jakby GPS. Idź prosto. Za 20 kroków skręć w lewo. Otwórz drzwi. Uśmiechnij się i wejdź. I zrób to. 
I zrobiłam.
Wzięłam głęboki żałując, że to zrobiłam. Na jego łóżku była ta dziewczyna, która mnie i Erica przywitała z jakimś innych chłopakiem niż Simon. Właśnie... Lepiej nie wiedzieć co robili. Ale byli prawię nadzy. Spłoszona dziewczyna narzuciła koszulkę na siebie, poprawiła spódniczkę i wybiegła z pokoju. Chłopak został z ręką na rozporku. Zacisnął usta i też wybiegł wołając za nią. Obejrzałam się za nim. Upewniłam się, że nie wrócą i weszłam. Nie dziwię się, że się pomyliłam. Cały pokój był pod czarem Aniołów. Było o dziwo dobrze rzucone, więc nie mogła tego zrobić Anna Rosa. Wyczuwałam tylko Simona. Tą piękną, wyraźną woń, dzięki której o mal nie wessałam sobie do nosa jego poduszki. Westchnęłam przytulając ją do siebie, by lepiej czuć ten zapach....
-Ej, co tu robisz?
O mal nie poleciałam w tył. SIMON!!! O cholera! Widział mnie wąchającą swoją poduszkę. Czułam jak na policzki wychodzą mi rumieńce i rzuciłam ją w kąt.
-Ee, szukałam cię?-wyjąkałam.
Zmarszczył czoło zakładając ręce na piersi.
-W poduszce?
-Yyyyy, nom. Może lubisz się w niej ukrywać?-wzruszyłam ramionami. -Ale, jak widzę, nie.
-Kto normalny ukrywa się w poduszce?-zapytał rzucając się na łóżko, które ugieło się pod jego ciężarem. Założył ręce za głowę i nogę na nogę. Zamknął oczy z leniwym uśmiechem na wargach, który zapierał wdech w piersiach. -Ale wiem, że kłamiesz. Czegoś ode mnie chcesz. Tylko czego?
Cholerne moce Archaniołów. Nawet w ciele człowieka mają swoje zdolności do rozpoznawania kłamstwa. A wiedzcie, że dobrze kłamię. W tym świcie ta umiejętność jest potrzebna. Przez wieki obserwowania ludzi nauczyłam się. I dobrze.
-Chodzi o to, że...-zaczęłam, ale ugryzłam się w język.-Ehh, już nic.
Uniósł brew wpatrzony we mnie.
-Nie no, mów o co ci chodzi, Melodie-zachęcił.
Melodie... Z jego ust moje imię brzmi tak ładnie. Jak obietnica. Jak... zawołanie, by go pocałować. Wargi układają mu się kusząco mówiąc każdą literę. Każdą sylabę. Każdą samogłoskę. Każdą głoskę...
Wstałam zmieszana.
-To już nie istotne.
Usiadł i popatrzył na mnie.
-No ej, no powiedz. Chciałaś mi coś powiedzieć.
-Taa, ale i tak mi nie uwierzysz-wzruszyłam ramionami.
-No mów!!
Ugryzłam się w wargę. Poczułam smak krwi w ustach.
Co zrobić? Powiedzieć? Zamilknąć? A może wyrwać sobie język, by nigdy mu tego nie powiedzieć? Co do cholery począć?
Nie widziałam jego twarzy, bo stałam tyłem, ale wiedziałam, że się na mnie patrzy i oczekuje czy mu powiem czy nie. Widziałam w myślach twarz Simona z tymi zielonymi oczami, słodkim kosmykiem opadającym na czoło...
-Okej.-zgodziłam się. -Jesteś Archaniołem, Danielu....




środa, 25 września 2013

Rozdział 5.

                                                  Rozdział 5.

                                                                   I

Bezradność. Tak, to dobre słowo. Słowo, które opisuje co właśnie czułam w związku z tym co usłyszałam od Mai, czy jak kto woli, Anny Rosy. Siedziałam pod domem Simona i patrzyłam na swoje dłonie ma których w ciągu tygodnia miała się znaleźć jego krew. Krew osoby do której... no wiecie... coś... Przegryzłam wargę nie móc nawet wypowiedzieć tych słów w myślach. Ale mogłam odtwarzać jego twarz w głowię. Uśmiechnięty, gdy prawię się poryczałam przy nim kiedy pomagał mi wykrztusić dym z płuc. Wściekły, gdy ten głupi blondyn zabrał mi podpaskę i mnie przezywał. 
Zacisnęłam palce na nożyku do masła, który zwinęłam z kuchni Simona. Ostra część nieprzyjemnie wbiła się w skórę, ale nie przecięła jej. Czy skóra Simona okaże się cieńsza na tyle, że będę mogła mu go wbić na tyle głęboko, żeby.... żeby zabić? Może. Jestem silniejsza niż dorosły mężczyzna a więc może się udać. 
Kilka dzieciaków spacerowało, by znaleźć jakieś dobre miejsce do wiadomo czego. Starałam się ich ignorować, ale myśli, które kłębiły się w ich głowach wcale mi nie pomagały. Miałam ochotę zatkać uszy i wrzeszczeć. Ale po co? By pokazać słabość przed Maią, która z gracją skakała szukając Simona. Nawet nie starała się nie myśleć o tym co mu zrobi, gdy go dorwie. Nie chcecie wiedzieć co. Mnie to przerażało, a niejedno słyszałam i przeżyłam w ciałach innych. 
-Coś nie tak?-spytał ktoś podchodząc do mnie. 
Podniosłam wzrok i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że zatykałam uszy a nóż przebił skórę na policzku. Wytarłam krew spoglądając na chłopaka, który mnie zagadał.
-Wszystko okej-skłamałam.-Po prostu.... wszystko okej. 
Spojrzał na mnie podejrzliwie nie wierząc mi. Wyczytałam to bez problemu. Myślał o tym otwarcie. Nie dziwie się, Gdybym miała umysł tylko dla siebie też bym tak robiła. Ale wiedziałam, że Maia w nim siedzi cichutko jak myszka. WYNOCHA!!!
Chłopak odszedł chwytając swoją dziewczynę za rękę spłoszony jak ptak wystrzałem z armaty. Maia również poszła, ale wiedziałam, że jest na tyle blisko, żeby mogła siedzieć w mojej głowię. Starałam się nie myśleć, co okazało się trudnym zadaniem zważając na to co się dzieje w tym dziwnym życiu na Ziemi Przeklętych. I w moim życiu.
Czasem, gdy siedziałam tam na górze, lubiłam patrzeć na zakochane pary. Sama nigdy nie byłam zakochana, chyba, że nieszczęśliwie. Chyba nie jedna osoba to zna. Ten ból w sercu. Ale teraz, teraz w drugim życiu, wiedziałam, że mam szanse na ponowne zakochanie się w chłopaku marzeń-Simonie/Danielu. Co mam zrobić,że się w nim zakochałam? Nie zabiję go. Nie mogę. Nie chcę mieć krwi na rękach, która należy do niego.
Wstałam pewna co chcę zrobić. Kolana przez moment odmówiły mi posłuszeństwa, ale zaraz ruszyłam do jego pokoju przy okazji odkładając nóż na stoliku w kuchni...
*****************
Rozdział trochę krótki, ale zawsze jest :D Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale komputer wybuchł :x Wybaczycie?? Mam nadzieję, że tak i również, że czekacie na dalsze losy Melodie ;) A teraz jeden z moich problemów życiowych: Połączyć Melodie z Simonem czy Ericiem?? xD Za kim jesteście?? ;)
Chciałabym serdecznie podziękować moim przyjaciółką, Natalce, Ani i Effci, które mnie wspierają w  pisaniu ;) Kocham Was dziewczyny i baaardzp dziękuję za to, że..... że jesteście <3

czwartek, 5 września 2013

Rozdział 7.

                                                Rozdział 7.

                                                                     

Wpatrywałam się w nią prawię z otwartą buzią. Maia. Co ona tu do cholery robi?! I to w ludzkim ciele! Wszyscy mogli ją zobaczyć, nawet ludzie, nie anielskie istoty. Wszyscy na pewno zwracali na nią uwagę. Jest przepiękna. Ale wygląd to wszystko co ma. Jest w ogóle inna od mnie. Ma ciemno brązowe włosy, które są lekko zakręcone, aż do pasa, opaloną skórę, dziko zielone oczy, piękne rysy twarzy i boskie ciało! Przypomina amazonkę. Może mieć z 185 centymetrów wzrostu. Ma na sobie przebranie amazonki. Tylko kawałek zwierzęcej skóry zakrywa jej ogromne piersi oraz tyłek i kawałek bioder. Na głowię tkwi złoty wisiorek, którego zielony kryształ upada na czoło.
Nigdy nie lubiłam Mai. Patrzyła na mnie jak na śmiecia nawet wtedy, gdy nie byłam oskarżona o morderstwo. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że to ona go zabiła. Mogłaby zrobić wszystko. Jest wyżej ode mnie rangą, na tyle wysoką, żeby mogła skrzywdzić Daniela. Zawsze mówiła, że jak jeden z Archaniołów odejdzie to ona zajmie jego miejsce. Przez setki lat jednak to się nie stało, więc miała powód, by to zrobić.
Widząc Simona wydęła wargi i napięła piersi ukazując je prawię całe. Zmrużył tylko oczy patrząc na nią. Wydawał się nie być nią zainteresowany dzięki czemu dostał u mnie plusa. Trudno pewnie jest się powstrzymać, by nie wywalić języka na jej widok, gdy jest się chłopakiem.
-Możesz iść?-spytał Maię Simon chłodno. Głową wskazał na mnie.-Chcemy pogadać. I nie ma tu żadnej Wagabundy. Jestem tylko ja i Melodie.
Maia spojrzała na mnie rozbawiona i wślizgnęła się do naszej kryjówki. Prawię usiadła na kolanach Simona, ale ten ją odepchnął.
-Piękne imię sobie wybrałaś-zadrwiła.
-Och, dziękuję-wysyczałam. -A ty jakie? Królowa dziwek?
Uśmiechnęła się patrząc na chłopaka. Wyciągnęła do niego rękę seksownie przeciągając ruchy.
-Anna Rosa jestem.
-Simon-powiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem.-Skąd się znacie?
-Och, to długa opowieść. Nie chcę cię zanudzać opowieścią o Elijahu...
-Elijahu?
Anna Rosa patrzy na mnie ze szczerym rozbawieniem i z pogardą. Zaciskam pięści, by nie wybuchnąć.
-Nie powiedziałaś mu? Się nie dziwie czemu mnie wysłał.-i zwróciła się do Simona.-Jesteś kimś na kim mu zależy..
Walnęłam ją w ramię i chwyciłam za włosy. Były tak sztywne, że wbijały mi się w rękę jak druciki, ale nie przecinały skóry. Kopniakiem wywaliłam ją z naszej kryjówki. Pisnęła opadając na kolana. Pęczek jej włosów został mi w ręce. Wytłumaczyłam krótko Simonowi, że musimy pogadać, ja i Anna Rosa, i pociągnęłam ją na tył domu za druciki. Krzyczała, ale głośna muzyka to zagłuszała. Cisnęłam ją o ścianę i zablokowałam rękami jej drogę ucieczki.
Byłam wściekła na Elijaha. Wiedział, że nienawidzę Mai i tak ją tutaj przysłał. I to w ludzkim ciele! Tego już było za dużo. Przylazła w najgorszym momencie ze wszystkich możliwych.
-Słuchaj-wychrypiałam.-Simon jest mój, więc wracaj do Ezry i...
-Nie jestem już z Ezrą.
-Mam to gdzieś!!! Wracaj tam skąd przybyłaś, chyba, że kosmici cię już nie chcą...A i po cholerę cię Elijah tu przysłał? Chciał mnie wkurzyć? Co przeskrobałam?
Pochyla się i przechodzi pod moją ręką. Uśmiecha się do jakiegoś chłopaka i odprowadza go wzrokiem prostując się. Prawię uderza w drzewo, tak się biedak zapatrzył.
-Wiem, że mnie nie lubisz.-powiedziała Maia i ciągnie-Ale Simon jest mój, przykro mi.-podchodzi i szepcze mi prosto do ucha.- Archaniołowie mi kazali przekazać, że będziesz Upadłą chyba, że zabijesz Daniela w ciągu tygodnia. Masz tydzień, kochana. Inaczej ja go biorę. A wiesz, że lubię się bawić ludźmi, nawet jak to Archanioł, kochana Upadła anielico zakochana w Danielu.
Powiedziawszy te słowa odeszła zostawiając mnie z myślami...

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 6.

                                           Rozdział 6.

                                                       

Simon prowadził mnie do jakiegoś miejsca, które uważał za ustronne. Chwilę się zawahałam, ale szłam za nim przypominając sobie po co jestem na Ziemi Przeklętych. Musiałam go zabić, by znów stał się Archaniołem-aniołem wysokiej rangi, bo góra zaczyna się walić bez niego. 
Chyba fajnie jest czuć się potrzebnym. Ja tam chyba się o tym nie przekonam. Jestem zwykłym aniołem, który został wygnany za to, że niby zabiłam Daniela, jednego z najwyższych rangą Archaniołów. Sprawiedliwe, co? Ja, zwykły anioł najniższej rangi, niby miałabym choćby podnieść rękę na niego? Ha! Śmieszne...
Simon uniósł gałązki płaczącej wierzby i mnie przepuścił uśmiechając się zachęcająco. Spojrzałam na niego i weszłam lekko, przez przypadek, dotykając jego dłoni. Zarżałam. Takie małe coś a tak działa na to ludzkie ciało. Ciepło rozlało się po mnie, jakby ktoś polał na mnie ciepła wodę. Przyjemne. Pod drzewem okazało się być o wiele ciszej niż przypuszczałam i przytulniej. Gałęzie osłaniały nas przed światem; były tak gęste, że mimo tego, że rano padał deszcz ziemia była sucha. Krople się tutaj nie dostały. W dziurze drzewa były schowane dwie butelki jakiegoś alkoholu, whisky i wódki. Wyjął je i postawił pomiędzy nami, gdy usiedliśmy. Tylko one nas odgradzały. Tworzyły niewidzialną ścianę.
-Co wolisz?-spytał.
-Nie wiem. W ogóle nie przepadam za alkoholem...
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i czymś jeszcze co widziałam w oczach aniołów, gdy mnie oskarżyli, że go zabiłam. Skuliłam się na to wspomnienie. Wciąż ślady po skrzydłach bolały nawet przy najmniejszym dotknięciu. Nawet wiatru.
-Och, widzę, że nie długo jesteś w tym ciele-mówi z uśmiechem.
Popatrzyłam na niego z szokiem. Co on wie o tym ciele? Skąd? Może wie, że jest Archaniołem i mnie tylko sprawdza? Nie wiem.
-C-Co?-wydusiłam z siebie.
-No jesteś hippisem-wyjaśnia. -Oni chyba lubią pić, bo brać na stówę.
-Ahh, no t-tak.-pogładziłam się po karku nie wiedząc co powiedzieć.-To tylko strój. Jakbyś był Michaelem to bym...-w samą porę ugryzłam się w język.
Pochyla się jakby chcąc coś zrobić co mi się nie podobało, ale tylko sięgnął po butelkę. Pociągnął z niej łyk wpatrując się we mnie intensywnie zielonymi oczami. Odłożył alkohol i pochylił się tak, że widziałam tylko jego twarz i wargi. Te cudowne wargi... Gdy zaczął mówić czułam zapach whisky z czymś słodkim czego nie mogłam określić. Jego oddech owiewał mi twarz. Ciemne włosy łaskotały mnie po niej. Starałam się nie uśmiechnąć i okazać tego co myślę. Chciałam, żeby mnie pocałował; mógł ze mną zrobić co chce. Tu i teraz. Pod płaczącą wierzbą. Tuż obok jego domu. Nie daleko jego dziewczyny.
Z Archaniołem.
-Wiesz co mnie zawsze zaskakuje?-zapytał i pogładził mnie po policzku a następnie po wardze. Zadrżałam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Uśmiechnął się. -Gdy na ciebie patrzę mam wrażenie, że skądś cię znam, ale nie ze szkoły.
-Skąd byś niby miał mnie znać?
Pochylił się tak, że prawię zetknęliśmy się czołami. Musiałam się odsunąć, by tego nie zrobić. Wydawał się nie zadowolony z tego, że zwiększyłam odległość między nami.
-Nie wiem, ale.... -zmrużył oczy.-Znam cię, ale nie wiem skąd.
-Słuchaj, możesz w końcu powiedzieć po co mnie tu sprowadziłeś? Szczerze mówiąc wolałabym być teraz na imprezie i się obściskiwać z Ericiem.-skłamałam.
-Właśnie to jest powód.-stwierdził prostując się. Oparł się o pień i wziął ręce za głowę.
-To znaczy co?
Otworzył zielone oko leniwie i popatrzył na mnie. Był wstawiony. Nie myślał trzeźwo. Pił nie tylko teraz. Musiał sporo wypić kiedy jeszcze mnie nie było z Ericiem.
Pochylił się tak, jakby się obawiając, że ktoś może nas usłyszeć. Jego oczy zabłysły tajemniczo, gdy szeptem powiedział:
-Nie podoba mi się to, że się z nim spotykasz.
-A co cię to obchodzi z kim się spotykam?!-wybuchnęłam. -Mogę się spotykać z kim...
Zamurowało mnie, gdy usłyszałam cichy szelest gałęzi. Ktoś chciał nas podejrzeć. Ale skąd ktoś może wiedzieć, że tu siedzimy?
-Witaj, Wagabundo.-powiedziała dziewczyna, która wejrzała do nas.
Zamurowało mnie.
Maia.



niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 5.

                                                   Rozdział 5.

                                                                   

O mało nie naplułam na Erica gdy zahamował. Jego łokieć wbił mi się nieprzyjemnie w brzuch. Walnęłam go otwartą dłonią w ramię a on się uśmiechnął. Przeklęłam pod nosem i zeskoczyłam z motoru czy tam jak to się tam nazywa, Niby mieszkam na tym cholernym świecie już dwie postacie, ale nigdy nie mogłam zapamiętać czym się różni motor od skutera. Dla mnie to to samo, oba mają dwa kółka. 
Dom Simona wyglądał jak malutki pałacyk. Podtrzymywał się na dwóch kolumienkach w kolorze kości słoniowej, ale światła wychodzące z okien zmieniały ich barwę. Reszta była beżowa. Nawet ze środka ulicy słyszałam huczącą muzykę. Rock. Super, muzyka hippisów. Może nawet leciał Jimi Hendrix. 
-Ej!-zawołał Eric, gdy zbliżyłam się do budynku. 
-Co? 
Podbiegł do mnie i wziął za rękę. Zdziwiło mnie to, ale jej nie zabrałam. Zacisnęłam mocniej palce, gdy zobaczyłam idącego w naszym kierunku Simona z jakąś dziewczyną u boku. Miałam ochotę jej przywalić, ale mój towarzysz mnie powstrzymał. 
-Jak go tchnie, zabiję ją!-zagroziłam na tyle cicho, że Eric ledwo mnie usłyszał.
-Przyzwyczaj się do tego widoku, kochanie. To chyba taki typ faceta, że długo sam nie wytrzyma. No wiesz, lubi mieć przy sobie kobietę.
-Wkurzasz mnie....
Uśmiechnął się szeroko. Jego zęby odbijały światło, które dochodziło z domu Simona.
Archanioł podszedł do nas szczerząc zęby. Starałam się nie pokazać tego, że miałam ochotę odwzajemnić ten gest. Zacisnęłam wargi tak mocno, że aż zabolały. W stroju Michaela Jacksona wyglądał świetnie. Dopasowany strój, który Michael nosił podczas nagrania "Rember The Time", podkreślał kolor włosów oraz oczu, które połyskiwały prawe w ciemności. Jego "dziewczyna" była ubrana za tą dziewczynę z tego samego teledysku z którą się całował. Wyglądała tandetnie.
-Cześć Eric.-przywitał się Simon.-Myślałem, że nie przyjdziesz.
-Jak bym mógł nie przyjść?-spytał Eric szczerząc zęby. Mocniej mnie objął.-Z moją kochaną hippsiką miałbym ominąć imprezę? W życiu!!
Simon spojrzał na mnie niby przez przypadek. Nie opuściłam wzroku, patrzyłam na niego pewnie starając się złapać jego wzrok. Popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich skruchę i.... strach. Czemu on się boi? Czego? Przed chwilą go nie czuł, był pewny siebie. Uśmiechał się. Nadal to robił, ale nie pewniej. Starał się to ukryć. Człowiek tego nie wypatrzy, ale ja tak.
-Wejdę do środka, kochanie.-wymruczała dziewczyna. Objęła się ramionami.-Zimno mi.
-Jasne.-powiedział Simon nie odrywając ode mnie wzroku. -Idź, zaraz cię dogonię.
Chwilę się zawahała, ale poszła do pałacyku truchtając. Obejrzała się na Simona, gdy otwierała drzwi i weszła.
-Możemy pogadać?-spytał Simon.-W cztery oczy, Ericu.
Blondyn wzruszył ramionami.
-Mi to tam obojętnie. To zwąchamy się, Melodie.
Jakby chciał potwierdzić, że jestem jego, pocałował mnie. Wymruczałam coś w jego wargi i oddałam pocałunek z tą samą pasją co on. Podobało mi się jak za pierwszym razem. Smakowały trochę gorzko. O matko... Był lekko wstawiony. Odsunął się ode mnie i poszedł gdzieś.
Wsadziłam ręce w kieszenie spodni. I spojrzałam na Simona starając się udawać lekko upitą. Wargi Erica dały mi trochę alkoholu, ale nie tyle ile chciałam. Chciałam być wstawiona, iść do Archanioła i go pocałować....

*********************************************
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, wyjechałam i nie miałam internetu :c Przepraszam. Wybaczycie mi?? ...
P.S. zapraszam na drugiego bloga :D http://ukrytawojna-mjgabi.blogspot.com/